Wartości Dodane!!!!

Jestem mamą 10 letniego Janka i pięcioletniej głuchoniewidomej dziewczynki. Mieszkamy w Gdańsku. Gdy Basia pojawiła się w naszym domu wraz z nią zagościł ból, strach, lęk.

Na szczęście ludzka pamięć jest ulotna, teraz pamiętam tylko cień tych uczuć, ale wiem na pewno, że potrzebowałam pomocy. Pomocy, której nie mogli nam dać nasi najbliżsi, nasza rodzina i przyjaciele. Choć dawali nam wszystko, co mogli, nie mieli jednak  doświadczenia tyflopedagogicznego, którego dramatycznie potrzebowaliśmy.

Gdy Basia miała pół roku poznałam Elkę i Marka Biernackich i ich córeczkę Julkę. Niewidoma niechodząca, niemówiąca, ale bardzo pogodna – mały aniołek i jej rodzice, od których bił blask pogoda ducha, akceptacja, wielka wiara po prostu radość macierzyństwa – to wszystko, czego ja nie miałam a czym Ela w naturalny sposób zarażała mnie i innych rodziców.

            Grzegorz Kozłowski Przewodniczący Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym , często cytując Annę Roswelt mówił o wartościach dodanych do osób niepełnosprawnych. Ja niedawno zdałam sobie z nich sprawę, Elka wiedziała o tym  już dawno temu.

            W Gdańsku nie było wówczas terapeutów powołanych do udzielania nam potrzebnej pomocy. Więc drążył nas strach czy czegoś nie przegapimy, czy w porę dowiemy się o rzeczach, które powinniśmy wiedzieć jako rodzice niewidomych często dodatkowo obciążonych dzieci. Szukałyśmy, czytaliśmy… Przytoczę fragment z książki p. Małgorzaty Książek „Dziecko głuchoniewidome od urodzenia”, który myślę może dotyczyć nie tylko dzieci, głuchoniewidomych, ale też dzieci z różnorodnymi sprzężeniami. „Cechą charakterystyczną dzieci z wrodzoną głuchoślepotą jest to, że własnym wysiłkiem nie osiągną nawet najmniejszego poziomu rozwoju umysłowego. Dziecko głuchoniewidome od urodzenia nie jest w stanie rozwinąć o własnych siłach drzemiących w nim możliwości, ponieważ jest zbyt bierne, ponadto nie jest w stanie naśladować otoczenia, a tym samym nie rozwija się spontanicznie, potrzebuje, więc w sposób szczególny pomocy z zewnątrz i celowej, planowej interwencji, przy zastosowaniu specjalnych metod. Dzieci te, jeżeli nie otrzymają  odpowiedniej szansy i właściwej pomocy nie będą w stanie o własnych siłach rozwinąć tkwiących w nich możliwości i mogą być „funkcjonalnie upośledzone, co więcej głęboko upośledzone”.

 Tej to właśnie szansy i odpowiedniej pomocy szukałyśmy dla naszych dzieci. Poszukiwania przywiodły nas do Lasek i nowo otwartej Wczesnej Interwencji, trafiłyśmy w ramiona ludzi wychodzących do naszych dzieci z sercem na dłoni. Ludzi, którzy pragnęli uspokoić nasze rozdygotane serca. Tyko, czemu tak daleko od domu? Któregoś wieczoru w czasie pobytu we Wczesnej Interwencji, gdy zachodziła do nas zagubionych rodziców kochana siostra Ida by utulić nasze żale i lęki Elka spytał: a może przyjedziecie do nas do Gdańska. Czemu nie? I przyjechali.  W listopadzie odbyło się spotkanie w Gdyni. Terapeuci z Wczesnej Interwencji w Laskach skonsultowali 40 niewidomych dzieci w większości z dodatkowymi obciążeniami. Często pierwszy raz w życiu owe dzieci miały kontakt z terapeutą widzenia, czy tyflopedagogiem. Byłyśmy wstrząśnięte i przerażone ilością dzieci, czemu tak się dzieję? Tym większą czułyśmy radość z pomocy innym ( nasze córeczki nie skorzystały z tego spotkania, rozchorowały się). Trud przygotowania tego spotkania był duży, ale Elka doskonale wszystko ogarnęła. Ja starałam się ją wspierać. Pomagało nam wtedy wielu przyjaciół, nasze rodziny.

            Myślałyśmy, że jest nas mała garstka, a tu nagle w jednym miejscu spotkało się wielu ludzi, których historie różnią się tylko szczegółami, koniec każdej z nich jest taki sam, mamy niewidome dzieci. Nosimy w sobie ten sam ból, te same żale do Boga, losu, ludzi. Lekarzy, którzy swoją ignorancja i niewiedzą wyrządzili nam krzywdę. Z biegiem czasu staramy się o tym bólu i żalu zapomnieć, uśpić go, wybaczyć … Targają nami te same emocje, które jednego dnia każą nam szukać skutecznego sposobu na ucieczkę, drugiego szukamy sposobu na to by dotrzeć do naszych dzieci żeby rozkwitały jak najpiękniej. A w głowie Elki rozkwitał pomysł utworzenia Wczesnej Interwencji w Trójmieście. Gdy wypowiedziała to na głos ja popukałam się palcem w czoło w znanym geście, a siostra Ida zrobiła duże oczy.

            Pan mówił: ” Proście, a będzie wam dane” , i prosiłyśmy za każdym razem, gdy byłyśmy w Laskach mówiłyśmy o naszych potrzebach. Spotykałyśmy się z prezesem Gołąb, p. Morawską. Doskonale pamiętam jak pokąsały nas komary w piękny majowy wieczór, gdy zbierałyśmy w lasku konwalie dla pani Zofii Morawskiej. Zmieniały się pory roku nasze dzieci nabierały nowych umiejętności, a my chodziłyśmy nadal opowiadałyśmy o naszych potrzebach, i prosiłyśmy. Prosiłyśmy o to, co możliwe zabawki, sprzęt, pieniądze i o to, co wydawało się nie do spełnienia. Wynikiem tych starań odbył się pierwszy turnus rehabilitacyjny dla dzieci z Pomorza w Sobieszewie z udziałem terapeutów z Lasek, i kolejne, i następne spotkania. Jacy wracaliśmy do domu zmęczeni wiedzą tylko nasi terapeuci, oni czuli to samo, co my. Zmęczeni ciężką pracą, bo my rodzice chcieliśmy wiele, czasami za wiele. Ale my wracałyśmy jeszcze bardzo szcześliwe! I to dawało nam siłę do dalszych działań.

 Pewnego razu siostra Ida powiedziała nam, że Wczesna Interwencja ruszy na jesień 2007 w Ośrodku Towarzystwa dla Niewidomych w Laskach w Sobieszewie!!!! Nie wiem, czy uwierzyłybyśmy gdyby siostra Ida nie była naszą ukochaną siostrą IDĄ. Prosiłyśmy i zostało nam dane – dostałyśmy dziękujemy.

            14 października 2007 roku odbyła się uroczystość otwierająca symbolicznie Wczesną Interwencję w Sobieszewie. Przeżyliśmy wspólnie mszę św. i poczęstunek (tradycyjnie przygotowany przez nas samych). Z naszymi dziećmi wysłuchaliśmy koncertu bluesa zagranego przez moich przyjaciół –zespół „Późne Popołudnie”.

            Ludzie mówią, że dzieci rodzą się ze skrzydłami, a nauczyciele pomagają je im tylko rozwinąć. Trafiliśmy w Laskach na nauczycieli, którzy uczyli nas jak postępować z poranionymi skrzydłami naszych dzieci. Teraz w Sobieszewie mogą owe skrzydła pielęgnować codziennie. Będziemy im pomagać, aby rozwinęły się maksymalnie w miarę swoich możliwości, ale przede wszystkim my rodzice będziemy rodzicami do kochania, rozumienia, zabawy, igraszek i co tam  jeszcze będziemy chcieli, a terapeuci będą terapeutami. Upłynie jeszcze trochę czasu zanim zespół Wczesnej Interwencji w Sobieszewie będzie pełny, uzupełniony o  logopedę i kolejnych specjalistów. Ale to nic i tak mamy tak wiele…..Przed nami budowa Nowej Wczesnej Interwencji w Sobieszewie!

 Julka Eli poszła do szkoły i tylko sporadycznie przyjeżdża do Sobieszewa, ja z Basią jestem tam co tydzień, nowych dzieci ciągle przybywa, niedawno było ich 65, a ciągle zgłaszają się nowe. Gdy mijam się na korytarzu z nieznaną mi mamą ogromnie cieszę się, że znajduje tu pomoc. Wiem też, że to dzięki Julce i Basi tak się dzieje i jestem przekonana, że jest to jedna z wielu wartości dodanych do naszych niepełnosprawnych córeczek.

                                                                       Anna Gogowska

Jedna myśl nt. „Wartości Dodane!!!!”

  1. Aniu…pięknie napisałaś!Zużyłam trzy chusteczki…nie mogłam doczytać do końca….ale tak było….
    Cudownie,że mamy siebie i Sobieszewo….teraz już może być tylko lepiej…
    Halina (mama Bartka)

Możliwość komentowania jest wyłączona.